2013-04-15 | Niezwykła lekcja historii

Sobotni poranek. Zmierzam w kierunku małej miejscowości na północ od Poznania, gdzie jestem umówiona z grupą licealistów z Wronek. Spotykamy się w Owińskach, gdzie znajduje się opuszczony szpital psychiatryczny. Jednak najpierw chcemy poznać jego historię, stąd zmierzamy w kierunku parafii.

W oczekiwaniu na spotkanie z proboszczem spotykamy grupę młodych chłopaków. Uczniowie pytają ich o to jak mieszkańcy Owińsk zapatrują się na leżący w ich miejscowości opuszczony budynek i jego mroczną historię. Jeden z nich opowiada nam, jak jego koledzy wybrali się do opuszczonego budynku. Gdy byli na miejscu usłyszeli, że ktoś idzie po schodach – jednak nikogo tam nie było. Potem słyszeli jak ktoś z tych schodów schodzi – znów jednak nie było nikogo widać. Ponoć okoliczni mieszkańcy twierdzą, że każdego roku 15 lipca tam straszy… Czy to tylko miejscowe legendy czy rzeczywiście mamy do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi? Opowieści te z całą pewnością intrygują i sprawiają, że przechodzą przez nas dreszcze emocji. 

Przyszedł czas na rozmowę z proboszczem. Ks. Kazimierz Tomalik przyjmuje nas z otwartymi ramionami. Spotkanie z nim to była niezła lekcja historii, której niestety nie poznamy w szkolnych murach. Jak wygląda rzeczywiście historia, opuszczonego dziś, szpitala psychiatrycznego w Owińskach?

  

Po wywiezieniu sióstr zakonnych z klasztoru w Owińskach, od stycznia 1836 r., zaczął w budynkach poklasztornych funkcjonować pierwszy na terenie Wielkopolski szpital psychiatryczny. Wówczas nazywało się to zakładem dla obłąkanych. Dzisiaj używamy nazwy łagodniejszej. Szpital ten się rozrastał, było takie zapotrzebowanie – choroby psychiczne zawsze się zdarzały.

Najpierw w II połowie XIX wieku dobudowano drugie piętro, a następnie (też mniej więcej w tych samych latach) po drugiej stronie szosy (dzisiaj trasy Poznań – Wągrowiec) wybudowano tzw. nowy zakład. Czyli szpital psychiatryczny składał się z dwóch kompleksów. Jeden – to były budynki historyczne, poklasztorne. A drugi – to były nowe budynki, wybudowane na nowym miejscu.

Zakład dla obłąkanych istniał do wybuchu II wojny światowej. W 1939 r. na terenie obu tych części szpitala przebywało około 1100 chorych psychicznie – zarówno dzieci, jak i osoby dorosłe. Po wybuchu wojny rozpoczęła się, przeprowadzona przez hitlerowców, likwidacja szpitala. Likwidacja szpitala przez zabijanie chorych. Jako pierwsze były wywożone dzieci. W forcie VII hitlerowcy eksperymentowali zabijanie ludzi w komorach gazowych, które były umieszczane na samochodach ciężarowych. A więc wpychano do samochodów ludzi, zamykano szczelnie, a następnie wpuszczano gaz. W ten sposób zabijano. Dorosłych chorych wywożono do lasu przed Obornikami. Przygotowano tam doły, gdzie ich rozstrzeliwano i pogrzebano.

Opuszczone budynki szpitalne były przygotowywane na potrzeby wojny. Służyły jako szpital rezerwowy dla ewentualnych rannych, którzy by wracali z frontu. Natomiast w tzw. nowym zakładzie stacjonowała przez okres II wojny światowej kompania SS.

Cały czas musimy pamiętać, że szpital był epizodem (owszem trwającym 100 lat) w dziejach Owińsk. Jednak Owińska zaczęły istnieć dzięki opactwu sióstr cysterek, które istniało tutaj ponad 550 lat.

 

Uczniowie zapytali również  o świadków, którzy mogliby pamiętać tamte czasy. Niestety, wszyscy już nie żyją. Choć uczniom udało się dotrzeć do osoby, która pracowała kiedyś w szpitalu – ale to już po opuszczeniu go przez Niemców, czyli tuż po zakończeniu wojny. Pani Kaczmarek była opiekunką osób, które straciły dom - po wojnie do szpitala trafiały osoby, które straciły swój dobytek i nie miały gdzie mieszkać. Warto dodać, że od 1952 r. w budynku tzw. nowego zakładu psychiatrycznego znajdował się zakład wychowawczy.

Proboszcz pokazuje nam również plan budynku. Zobaczcie sami…

Udajemy się w kierunku szpitala. Dziś jest to teren prywatny, należący do Fundacji na Rzecz Ludzi Osamotnionych. Z reguły nikt nie jest wpuszczany na ten teren. Powód? Niebezpieczeństwo, jakie niosą ze sobą stare budynki, ale nie tylko. Bardzo często ludzie przedstawiają nieprawdziwą historię tego miejsca. Twierdzą, że w szpitalu dokonano mordów. Fakt - zginęli pacjenci tego szpitala – jednak zostali wywiezieni do Fortu VII lub do lasów pod Obornikami i tam zostali straceni. Być może stąd biorą się opowieści o tym, że tutaj straszy? Jak dowiedzieliśmy się od przedstawiciela Fundacji – w tym miejscu powstanie m.in. dom dla osób starszych. A gdzie najlepiej poznać historię tego miejsca? U księdza, więc jak się okazuje trafiliśmy do samego źródła. Po krótkiej rozmowie z przedstawicielem Fundacji i zakupieniu cegiełek udaje nam się wejść na teren starego szpitala.

Co jednak znajduje się tutaj teraz? Opuszczone, zniszczone budynki. Mimo, że teren jest ogrodzony to widać tutaj ślady niezapowiedzianych wycieczek – o czym świadczą napisy na murach. Odrapane ściany, powybijane szyby, połamane deski, ale także ogromna przestrzeń i światło wpadające przez wnęki po mieszczących się tutaj kiedyś oknach. Całość tworzy niesamowity klimat. Bez wątpienia jest to perełka architektoniczna z ważną dla Wielkopolski historią. Cieszy fakt, że ktoś postanowił coś z tym niezwykle pięknym miejscem zrobić. Budynki otoczone są parkiem, który w czasie naszej wizyty był porządkowany. Aż trudno uwierzyć, że mieścił się tutaj najlepiej wyposażony szpital w tamtych czasach!

 

Skąd pomysł na projekt „Szpital splamiony krwią – echo szaleństwa”? Młodzież starała się znaleźć coś bardzo oryginalnego – i udało im się. Uważają, że jest to bardzo dobry pomysł, bo mało kto zna historię tego szpitala.

Gdzie szukali informacji? Posiłkowali się głównie informacjami znalezionymi w Internecie. W księgach historycznych nie ma prawie nic. Dopiero tutaj udało im się dotrzeć do osób, które bardzo im pomogły. W szczególności do księdza, z którym się spotkaliśmy.

Jak podkreśla Marta Szablewska - przede wszystkim poznali historię szpitala. Wiedzą, jak to miejsce wyglądało przed wojną. Wiedzą też, że te wydarzenia miały miejsce na początku wojny, a nie w jej trakcie.

Trudno się z Martą nie zgodzić. Jest to bardzo ważna historia – zwłaszcza dla nas, Wielkopolski. Co do występowania zjawisk paranormalnych są duże wątpliwości – mówi Patryk Ignaszczak - w zależności od relacji świadków. Licealiści chcą zapoznać się z dokumentami. Szukali w różnych źródłach wzmianek o tej tragedii, ale prawie nic nie ma! Planują jeszcze odwiedzić tutejszą bibliotekę, z nadzieją, że znajdą coś więcej.

 

Po naszym spotkaniu uczniowie odwiedzili jeszcze Fort VII, w którym to gazowano pacjentów szpitala. O tym jednak opowiedzą Wam sami – na swojej stronie projektowej. Mogę zdradzić, że w Forcie VII uzyskali mnóstwo informacji. W muzeum była także wystawa na temat szpitala. Do fortu chcą jednak jeszcze wrócić – zamierzają umówić się z panem Przemysławem Jurkiewiczem, który współtworzył wystawę.

 

Są takie miejsca, które intrygują. Są takie historie, które warto poznać. Tak właśnie było w Owińskach. I żałujemy, że szkolne lekcje historii nie przewidują poznawania naszej Wielkopolski i tego co tutaj się wydarzyło. Na wyciągnięcie ręki mamy miejsca, w których działy się rzeczy ważne. W tym wypadku, niestety straszne, wojna, śmierć ponad tysiąca ludzi – tylko dlatego, że byli obłąkani. Dążenie do idealnego społeczeństwa, które wydało wyrok na życie tamtych osób, w tym także dzieci. Była to dla nas wszystkich niezwykła lekcja historii. Smutna, mrożąca krew w żyłach, ale historia prawdziwa. Historia, której nie powinniśmy zapominać. Szkoda tylko, że tak trudno do niej dotrzeć. 

red. Monika Błaszczak

Projekt realizowany jest przez: