2012-06-06 | Gimnazjalna uczta: pyry, gzik i kapucha

Czas akcji: sobotnie przedpołudnie, 2 czerwca;
Miejsce: poznańskie Winiary i 64 Gimnazjum...

W szkole gwar, szum i sporo ludzi, bo od rana trwa Wielki Festyn z okazji Dnia Dziecka. Są m.in. strażacy, policjanci i ratownicy medyczni. Na korytarzach rzucają się w oczy wielkie maty do Aikido. Na boisku klasowe reprezentacje   rozgrywają turniej piłkarski. Jest też miasteczko ruchu drogowego i kolorowy dmuchaniec dla najmłodszych.

 

Tymczasem w szkolnej stołówce, na festynowych peryferiach rozkręca się wielkie gotowanie. Siły łączą dwie grupy projektowe działające w tym gimnazjum - „Poznańska pyra” i „Poznańskie Koziołki”. W ramach kulinarnych warsztatów pichcą poznańskie specjalności: pyry z gzikiem, szare kluski z kapustą i plindze (placki ziemniaczane). Młodzi kucharze są profesjonalnie ubrani: w różnokolorowe fartuchy i najprawdziwsze czapki kucharskie. Ekipy są tak wymieszane, że mnie - człowiekowi z zewnątrz, trudno się w tym wszystkim z początku połapać. Ale spoko - po pewnym czasie już wiem, że pyry to sami faceci, a wśród koziołków większość stanowią "kózki" :)


Przez bite dwie i pół godziny wszyscy uwijają się jak mrówki: jedni myją i kroją drobniutko - a to cebulkę, a to rzodkiewkę, a to szczypiorek. Inni obierają i trą zawzięcie ziemniaki i cebulę. Praca tak wre, ze aż łzy lecą... a płaczą nie tylko kobiety. Są też ofiary tej nierównej walki. Ranny zostaje palec w starciu z tarką... Z czasem w kuchni stołówce zaczyna unosić zapach podgrzewanej kapusty i smażonych plindzów. Wszyscy zaczynają co raz częściej przełykać ślinkę. Poza tym cieżkiej pracy towarzyszy naprawdę świetna zabawa.


Pod wodzą opiekunek, pań: Justyny Jasierskiej i Lidii Szwajkowskiej, całość zajęć idzie bardzo sprawnie. W odpowiednich  momentach wszystko trafia tam gdzie powinno. Obierki lądują w koszach na śmieci. Pojawiają się miotły, które w mig powodują, że to co wylądowało na podłodze także znika. No a stołówkowe stoły zostają ustawione w równy rządek , pojawiają się na nich obrusy, tacki i plastikowe sztućce. To oznacza kulminację całej zabawy: Wielką Ucztę. Jest prawie jak u mamy: same swojskie potrawy, dużo i smacznie.


Warsztaty pokazują, że i ziemniak i gzik jeszcze długo nie znikną z wielkopolskich stołów :)

red. Jacek Cerkaski

Projekt realizowany jest przez: