2012-05-27 | Młodzi odkrywcy

Kotlin. Mała miejscowość w powiecie jarocińskim, kojarząca się głównie z keczupem. Ale nie tylko keczupem Kotlin stoi, o czym przekonałam się w czasie spotkania z Młodymi Odkrywcami oraz ich opiekunką – panią Honoratą Kurzawą.

Wchodzimy do sali. Czeka już na nas nie tylko grupa projektowa, ale również ich młodsi koledzy z czwartej klasy. To dla nich był zorganizowany cały dzisiejszy dzień. Jak się już chwilę później okazało – dzień pełen atrakcji :)

 

Rozpoczęło się bardzo gorąco, od podpalenia biurka nauczyciela! Wywołało to oczywiście zachwyt wśród najmłodszych :) Uczniowie zaprezentowali szereg eksperymentów. Zrobili pastę dla słonia, były jeżdżące i wybuchające balony. Tego nie da się opisać – zobaczcie sami! :) Przy okazji dowiecie się skąd nazwa projektu „Młodzi odkrywcy” :) Nie bez powodu!

Po eksperymentach - pora na czwartoklasistów. Dzieci zostały podzielone na kilkuosobowe grupy. W takim składzie startowali do wszystkich zadań na dziś wyznaczonych. Na początek – krzyżówka. Oczywiście dla wszystkich przewidziane były nagrody – cukierki i tabliczki mnożenia. Obie nagrody cieszyły się sporym zainteresowaniem :)

Ruszamy na wycieczkę! Trasa 11 km… to będzie dłuuugi spacer :) Pierwszy przystanek – Magnuszewice, plac zabaw. Nadchodzi ortografia... Dzieci uzupełniały dyktanda na czas. Pośpiech, skupienie i do dzieła! Po pracy, przed z resztą też, znalazł się również czas na zabawę. Największym zainteresowaniem cieszyła się karuzela! :)

 

Tuż obok stoi drewniany Kościół. Zdecydowanie jest to najcenniejsze bogactwo Magnuszewic. Przy wejściu czekał już na nas ksiądz Józef Hanczaruk. W ręku trzymał ogromne klucze, którymi otworzył drzwi do Kościoła. Zaprosił nas do środka. W ciszy wysłuchaliśmy zdumiewającej historii tego miejsca. Ksiądz w tej parafii jest już od wielu lat i sposób w jaki opowiadał zahipnotyzował chyba wszystkich. Wyobraźcie sobie, że Kościół musiał mieć położone nowe fundamenty i był nawet podnoszony! Piękny, w całości wykonany z drewna, mający swój niepowtarzalny urok. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem :)


Kolejnym punktem wycieczki był dworek i pomniki przyrody, do których zaprowadzili nas sami uczniowie. No właśnie… zaprowadzili :) Droga przez las, ścieżka deptana przez prowadzącego i pokrzywy do pasa! Te na długo wszyscy zapamiętają, ale ponoć są dobre na krążenie? ;)


Po wyjściu z lasu zatrzymaliśmy się na polanie. Chwila odpoczynku i kolejne zadania. Gra historyczna – dzieci otrzymały porozcinane zdjęcia zabytku w Gminie Kotlin. Zadaniem każdej z nich było ułożenie obrazka oraz rozpoznanie co to jest i gdzie się znajduje. Drugi konkurs – plastyczny, gdzie czwartoklasiści sprawnie szkicowali zabytki. A jakie piękne prace z tego powstały :)


Dalej w drogę! Oj, długa to droga była… i do tego pod górkę :) Kolejny przystanek w lesie – geografia! Wiecie jak określać kierunki świata bez kompasu? Zdradzę Wam kilka sposobów, które poznali również uczestnicy naszej wycieczki. Mech – ten rośnie zawsze od strony północnej. Śnieg na dachu? Ten topnieje od strony południowej. A stare Kościoły? Wiedzieliście, że ołtarze wskazują wschód? :)

 

I znowu spacerek. Idziemy, idziemy… aż dochodzimy do kolejnego placu zabaw. Matematyka i kilka zadań do rozwiązania. Oj, było trzeba się troszkę nagłówkować :) I technika – jak sobie uczniowie poradzili ze znakami, które można spotkać chociażby na placach zabaw? Doskonale! :)

 

Kolejny przystanek był na skraju lasu, obok pomników przyrody :) Nie było jeszcze języków obcych – także trzeba nadrobić zaległości. Angielskie nazwy zwierzaków wymawiane bez zająknięcia i niemiecka gra planszowa. W terenie! To było coś :)


Powrót do Kotlina. Ostatni przystanek – przy Kościele. Wszyscy zmęczeni, bolące nogi, ale i ogromne zadowolenie! :) Co to był za dzień :)

Podsumujmy projekt „Młodzi odkrywcy”. Pani Honorata w luźnej rozmowie powiedziała coś, co mnie zaskoczyło „60 godzin to mało, dajcie mi dwa razy tyle!” :) Zarówno opiekunce jak i jej grupie wciąż jest mało. Chcą działać, rozwijać się, poznawać nowe rzeczy! A co o podejściu swoich uczniów mówi sama pani Honorata? „Myślę, że z innej strony podeszli do przedmiotów. Na początku bardzo specyficznie podchodzili do biologii, nie lubili jej. A teraz o tych gatunkach drzew są w stanie wiele rzeczy powiedzieć”.

Gdy padło pytanie czy lekcje z chemii zawsze tak u niej wyglądają, odpowiedziała:
"Zawsze nie, bo nie da rady tak, ale dużo... W klasach trzecich staram się prowadzić co najmniej raz w tygodniu doświadczalne zajęcia. Takie zajęcia są najfajniejsze, jak coś wybuchnie, jak się zapali. Jak nie wyjdzie to też jest radość niemożliwa... albo jak przesadzimy z ilością środków i nam wystrzeli - mimo, że nie powinno" :) Muszę przyznać jedno – przez całą swoją edukację nie widziałam tylu doświadczeń co tutaj. Tak to się można uczyć chemii :)

red. Monika Błaszczak

Projekt realizowany jest przez: